Dzień pod znakiem pierwszej tury wyborów prezydenckich powoli ma się ku końcowi, Trochę też może za późno na takie przemyślenia, gdyż każdy już swój głos oddał, albo i nie, ale na przyszłość się przyda.
Jak to jest, że z reguły wybieramy nie tych, którzy mają konkretne, sensowne programy, pomysły, wyznają konkretne wartości, a tych, których zwyczajnie stać na zrobienie potężnej kampanii wyborczej? Dlaczego kryterium skuteczności jest nie to, kto lepiej, a kto głośniej? Czy nie czas, abyśmy wreszcie przestali się na to nabierać? I w końcu dlaczego dziwimy się potem, że mamy u władzy krętaczy, kłamców i aferzystów? "Kupili" sobie poparcie, władzę, więc korzystają. Co najmniej kilka razy usłyszałem dziś, że zmarnuję głos, bo osoba, na którą chcę głosować nie ma szans. Zatem powinienem głosować na tego, kto ma największe szanse? Nawet jeśli te szanse wynikają z tego, o czym pisałem wyżej? Dlaczego mam jeszcze pomagać komóś takiemu? Na ile mogę, na tyle będę przeszkadzał, a z tego co obserwuję grupa takich jak ja powoli rośnie.
Żeby nie było tak krytycznie powiem jak moim zdaniem powinno to wszystko wyglądać. Wizja zresztą jest dość prosta: zanim pójdziesz oddać głos, zapoznaj się z programami WSZYSTKICH kandydatów czy partii. Nie może być tak, że jedynym źródłem informacji dla większości ludzi jest telewizja, radio czy wszelkie inne media czy reklamy, właśnie dlatego, że są one zdominowane przez tych, których na to stać. A to przecież nie plebiscyt na najbogatszego polityka, czyż nie?
niedziela, 20 czerwca 2010
wtorek, 25 maja 2010
trochę o rapie
Na polskiej rapowej scenie nadal seria disów. Trwa to już, żeby nie skłamać, 8 miesięcy. Kwotę zasądzoną przez sąd Peja spłaca w dużej mierze pieniędzmi fanów, którzy kupili "Czarny wrzesień", w wojnę angażują się coraz to nowi raperzy, a ja obserwuję i mam coraz większy przesyt. To jest po prostu żałosne. Ktoś tu chyba ma przerośnięte ego i koniecznie musi wszystkim udowodnić... hmm, no właśnie, co tak właściwie? I po co? Chyba wolę nie mieć ego.
A co jeszcze na tej naszej scenie? Albo niewiele, albo ja nie na bieżąco jestem. Chociaż może po prostu w zalewie informacji robię zwyczajną selekcję opartą o własny gust i zostaje tego mało. Kiedyś słuchałem prawie wszystkiego, co najmniej raz. Z trudem przebrnąłem przez płyty, na których po odjęciu bębnów i nawijki nie grałoby praktycznie nic. Może zbyt późno ta muzyka mnie znalazła, może chodzi o coś innego, ale po prostu nie czuję klimatu takich produkcji. Jestem bezczelnym ignorantem i nie znam większości tzw. klasycznych rapowych Amerykańskich płyt, zwyczajnie ich nie rozumiem. Niby bity, umiejętności itd., ale dla mnie jak widać to wszystko razem to za mało, a rap Amerykański sam w sobie jest chyba za słabą motywacją do nauczenia się w wystarczającym stopniu angielskiego. I jak ja się teraz pokażę na tej scenie z jakąkolwiek twórczością? Przecież to hańba tego wszystkiego nie znać.
Na forum asfalt.pl zapytałem użytkowników co sądzą o samplowaniu muzyki z CD lub plików w jakości bezstratnej. Ciekawe, że tam dyskutowano nad dwiema opcjami: winyl czy mp3. Winyl to oczywiście idealna wersja, niemniej chyba nie widziałem nigdzie na winylu soundtracku do filmu "Bandyta", z którego samplował O.s.t.r. do kilku bitów z "Tabasco". Mp3 to z kolei przegięcie w drugą stronę, bo kompresja do tego formatu wiąże się często ze sporą utratą jakości. Mimo wszystko propozycja nie spotkała się z prawie żadnym odzewem, co mnie trochę dziwi. No, to idę posłuchać jakiegoś old schoolu z winyla na moim cudnym gramofonie:)
A co jeszcze na tej naszej scenie? Albo niewiele, albo ja nie na bieżąco jestem. Chociaż może po prostu w zalewie informacji robię zwyczajną selekcję opartą o własny gust i zostaje tego mało. Kiedyś słuchałem prawie wszystkiego, co najmniej raz. Z trudem przebrnąłem przez płyty, na których po odjęciu bębnów i nawijki nie grałoby praktycznie nic. Może zbyt późno ta muzyka mnie znalazła, może chodzi o coś innego, ale po prostu nie czuję klimatu takich produkcji. Jestem bezczelnym ignorantem i nie znam większości tzw. klasycznych rapowych Amerykańskich płyt, zwyczajnie ich nie rozumiem. Niby bity, umiejętności itd., ale dla mnie jak widać to wszystko razem to za mało, a rap Amerykański sam w sobie jest chyba za słabą motywacją do nauczenia się w wystarczającym stopniu angielskiego. I jak ja się teraz pokażę na tej scenie z jakąkolwiek twórczością? Przecież to hańba tego wszystkiego nie znać.
Na forum asfalt.pl zapytałem użytkowników co sądzą o samplowaniu muzyki z CD lub plików w jakości bezstratnej. Ciekawe, że tam dyskutowano nad dwiema opcjami: winyl czy mp3. Winyl to oczywiście idealna wersja, niemniej chyba nie widziałem nigdzie na winylu soundtracku do filmu "Bandyta", z którego samplował O.s.t.r. do kilku bitów z "Tabasco". Mp3 to z kolei przegięcie w drugą stronę, bo kompresja do tego formatu wiąże się często ze sporą utratą jakości. Mimo wszystko propozycja nie spotkała się z prawie żadnym odzewem, co mnie trochę dziwi. No, to idę posłuchać jakiegoś old schoolu z winyla na moim cudnym gramofonie:)
sobota, 22 maja 2010
"Gdzież Wyście są wszyscy"
A napiszę o tym, bo w sumie czemu nie. Że się wywnętrzam? Taki mam kaprys.
Chcę do ludzi! Mam dość kontaktowania się za pomocą komputera czy telefonu. To jest fajne, ułatwia życie itd i wszystko pięknie, póki nie staje się głównym sposobem na kontakt. Chcę wyjść na miasto, poznać kogokolwiek ciekawego, ale w kółko mój głos wewnętrzny mi gada, że przecież nawet nie będę wiedział do kogo podchodzę. Poznawanie ludzi w internecie jak już pisałem wcale nie musi prowadzić do spotkania w realnym świecie, choć czasem tak się zdarza. Wśród znajomych coraz więcej osób "Nie ma czasu", a ja nie rozumiem dokąd oni biegną i co im tego czasu tyle pożera. Chyba nie chciałbym któregoś dnia obudzić się pośród wszystkich otaczających mnie rzeczy, na które ciężko i długo pracowałem, najpierw studiując, potem na etacie i uświadomić sobie, że wokół mnie nie ma nikogo. Rzuciłem studia, kilka osób próbowało mnie od tego odwieźć, niektórzy chyba pomylili mądrość z wykształceniem i w ich oczach pewnie straciłem sporo. Nie płaczę, moje poczucie własnej wartości na tym nie ucierpiało. Informatyka jest fajna, ok, dopóki nie chce Ci zjeść całego Twojego czasu. Nie jestem aż takim pasjonatem. Uczyć się nie przestałem i chyba nigdy nie zamierzam, a śmiem twierdzić, że wiedza, którą przyswajam przyniesie mi więcej pożytku niż jakiś dyplom.
Trochę nie moich przemyśleń, jednak wygląda na to, że całkiem prawdziwych: Ktoś bardzo sprytnie zrobił dziurę między mężczyznami i kobietami, na której zarabia. W czym rzecz? Ano w tym, że od dłuższego już czasu promuje się jedyny słuszny wzorzec piękna kobiety i wmawia się jej, że żaden facet się nią nie zainteresuje, jeśli nie będzie dokładnie tak wyglądać. Jeśli kobieta uwierzy, to kupi wszystko, co pomoże jej odpowiednio ten wygląd zmienić. Z kolei facetów trzeba przekonać, że nie mają u tych kobiet najmniejszych szans, jeśli nie będą mieć samochodu, modnych ciuchów, drogiego zegarka czy czegokolwiek innego. To takie proste: sprzedajemy produkt, który zaspokaja wykreowaną przez nas potrzebę. No bo sprzedaj tu cokolwiek komuś, kto niczego nie potrzebuje, kto jest szczęśliwy? Nie da rady. I tak oto ludzie, zamiast poświęcać czas na przebywanie ze sobą, pracują, by kupić te wszystkie rzeczy mające im to poznawanie się i przebywanie ze sobą umożliwić. Zatem ja czas, który poświęciłbym na pracę na te wszystkie "gwarancje szczęścia z kobietami", wolę spędzić na byciu szczęśliwym tak po prostu, z zasady. To jak, spotkamy się?
Chcę do ludzi! Mam dość kontaktowania się za pomocą komputera czy telefonu. To jest fajne, ułatwia życie itd i wszystko pięknie, póki nie staje się głównym sposobem na kontakt. Chcę wyjść na miasto, poznać kogokolwiek ciekawego, ale w kółko mój głos wewnętrzny mi gada, że przecież nawet nie będę wiedział do kogo podchodzę. Poznawanie ludzi w internecie jak już pisałem wcale nie musi prowadzić do spotkania w realnym świecie, choć czasem tak się zdarza. Wśród znajomych coraz więcej osób "Nie ma czasu", a ja nie rozumiem dokąd oni biegną i co im tego czasu tyle pożera. Chyba nie chciałbym któregoś dnia obudzić się pośród wszystkich otaczających mnie rzeczy, na które ciężko i długo pracowałem, najpierw studiując, potem na etacie i uświadomić sobie, że wokół mnie nie ma nikogo. Rzuciłem studia, kilka osób próbowało mnie od tego odwieźć, niektórzy chyba pomylili mądrość z wykształceniem i w ich oczach pewnie straciłem sporo. Nie płaczę, moje poczucie własnej wartości na tym nie ucierpiało. Informatyka jest fajna, ok, dopóki nie chce Ci zjeść całego Twojego czasu. Nie jestem aż takim pasjonatem. Uczyć się nie przestałem i chyba nigdy nie zamierzam, a śmiem twierdzić, że wiedza, którą przyswajam przyniesie mi więcej pożytku niż jakiś dyplom.
Trochę nie moich przemyśleń, jednak wygląda na to, że całkiem prawdziwych: Ktoś bardzo sprytnie zrobił dziurę między mężczyznami i kobietami, na której zarabia. W czym rzecz? Ano w tym, że od dłuższego już czasu promuje się jedyny słuszny wzorzec piękna kobiety i wmawia się jej, że żaden facet się nią nie zainteresuje, jeśli nie będzie dokładnie tak wyglądać. Jeśli kobieta uwierzy, to kupi wszystko, co pomoże jej odpowiednio ten wygląd zmienić. Z kolei facetów trzeba przekonać, że nie mają u tych kobiet najmniejszych szans, jeśli nie będą mieć samochodu, modnych ciuchów, drogiego zegarka czy czegokolwiek innego. To takie proste: sprzedajemy produkt, który zaspokaja wykreowaną przez nas potrzebę. No bo sprzedaj tu cokolwiek komuś, kto niczego nie potrzebuje, kto jest szczęśliwy? Nie da rady. I tak oto ludzie, zamiast poświęcać czas na przebywanie ze sobą, pracują, by kupić te wszystkie rzeczy mające im to poznawanie się i przebywanie ze sobą umożliwić. Zatem ja czas, który poświęciłbym na pracę na te wszystkie "gwarancje szczęścia z kobietami", wolę spędzić na byciu szczęśliwym tak po prostu, z zasady. To jak, spotkamy się?
czwartek, 6 maja 2010
"Matrix już tylko 3 kroki stąd"
Świat zwariował. Słuchając L.U.C.a takich utworów jak "Elektroneuronowa przyjaźń" czy "w cyfrach systemu" myślałem, że może jednak nieco on przesadza. Już wiem, że nie. No ale konkretnie:
Zdarza się, że poznaję nowych ludzi za pomocą np. internetu czy smsów. Nie ukrywam, wynika to po części stąd, że mam w pewnym stopniu ograniczoną opcję pt. podchodzenie do ludzi na ulicy, nawet nie bardzo wiedziałbym do kogo podchodzę, żeby zagadać. W każdym razie poznałem ostatnio 2 całkiem sympatyczne osoby i po pewnym, moim zdaniem i tak nieco długim czasie, zacząłem drążyć temat spotkania. I tu zaczęły się schody. Najpierw jedna z nich odwołała spotkanie na pół godziny przed, później niby wszystko było ok, jednak temat spotkania był jakby niezręczny, ostatecznie kiedy powiedziałem co na ten temat myślę kontakt się urwał. Druga osoba z kolei jest autorką jednej z bardziej kosmicznych bzdur, jakie kiedykolwiek słyszałem. Otóż nie spotka się ze mną na razie, ponieważ chce mnie lepiej poznać. Wtedy się zdenerwowałem, dziś bucham śmiechem, a kontakt również się urwał, tak jak w pierwszym przypadku nie z mojej inicjatywy. Zatem albo ja nie podążam z duchem czasu, albo niektórzy z nas zapominają powoli, że w zasadzie to my ludźmi jesteśmy, a nie seriami wiadomości tekstowych. Co z tego wyniknie?
Zdarza się, że poznaję nowych ludzi za pomocą np. internetu czy smsów. Nie ukrywam, wynika to po części stąd, że mam w pewnym stopniu ograniczoną opcję pt. podchodzenie do ludzi na ulicy, nawet nie bardzo wiedziałbym do kogo podchodzę, żeby zagadać. W każdym razie poznałem ostatnio 2 całkiem sympatyczne osoby i po pewnym, moim zdaniem i tak nieco długim czasie, zacząłem drążyć temat spotkania. I tu zaczęły się schody. Najpierw jedna z nich odwołała spotkanie na pół godziny przed, później niby wszystko było ok, jednak temat spotkania był jakby niezręczny, ostatecznie kiedy powiedziałem co na ten temat myślę kontakt się urwał. Druga osoba z kolei jest autorką jednej z bardziej kosmicznych bzdur, jakie kiedykolwiek słyszałem. Otóż nie spotka się ze mną na razie, ponieważ chce mnie lepiej poznać. Wtedy się zdenerwowałem, dziś bucham śmiechem, a kontakt również się urwał, tak jak w pierwszym przypadku nie z mojej inicjatywy. Zatem albo ja nie podążam z duchem czasu, albo niektórzy z nas zapominają powoli, że w zasadzie to my ludźmi jesteśmy, a nie seriami wiadomości tekstowych. Co z tego wyniknie?
sobota, 23 stycznia 2010
"Pozwól mi nie mówić nic"
"Mówił" będzie niejaki Małpa, raper, który niedawno zadebiutował albumem "Kilka numerów o czymś". Utwór, który prezentuję to remiks mojego autorstwa stworzony na konkurs. Zwycięstwo przypadło komóś innemu, więc na winylu (przynajmniej na razie) tego bitu nie usłyszymy, ale dla zainteresowanych mam wersję w
jakości bezstratnej
Jako, że pliczek jest na serwerze rapidshare nie gwarantuję, że link będzie działał za kilka miesięcy, alternatywnie więc podaję wersję mp3. Tenże link w planach ma działanie dużo dłuższe dzięki uprzejmości administratora serwisu Pkp-jazda , podobnie jak zwrotka, którą kiedyś prezentowałem.
wersja mp3
jakości bezstratnej
Jako, że pliczek jest na serwerze rapidshare nie gwarantuję, że link będzie działał za kilka miesięcy, alternatywnie więc podaję wersję mp3. Tenże link w planach ma działanie dużo dłuższe dzięki uprzejmości administratora serwisu Pkp-jazda , podobnie jak zwrotka, którą kiedyś prezentowałem.
wersja mp3
środa, 13 stycznia 2010
Do pracy!
Śmieszne rzeczy się dzieją na tym świecie. Otrzymałem dziś ofertę pracy, która... nie jest skierowana do mnie:d. Konkretnie: Mile widziane są osoby niepełnosprawne, ale:
"Uwaga:
z powodu ograniczeń architektonicznych oraz z uwagi na specyfikę pracy na proponowanych stanowiskach, oferta ta nie jest kierowana do osób mających duże
problemy w poruszaniu się, niewidomych oraz niesłyszących."
Zaznaczam, że nadawcą oferty jest osoba, która doskonale wie, że jestem niewidomy, a nie np. serwis z ofertami pracy.
"Uwaga:
z powodu ograniczeń architektonicznych oraz z uwagi na specyfikę pracy na proponowanych stanowiskach, oferta ta nie jest kierowana do osób mających duże
problemy w poruszaniu się, niewidomych oraz niesłyszących."
Zaznaczam, że nadawcą oferty jest osoba, która doskonale wie, że jestem niewidomy, a nie np. serwis z ofertami pracy.
czwartek, 24 grudnia 2009
Życzenia
Zaczynam zauważać pewne pozytywne zjawisko. Otóż jeszcze rok temu większość życzeń, jakie otrzymywałem składała się z banalnego wierszyka, dodatku w stylu "Wesołych świąt" i podpisu, lub też, co gorsza, linku do jakiejś świątecznej kartki w jakimś nie mniej świątecznym serwisie. W tym roku oczywiście nie zabrakło takowych zjawiskowych i jedynych w swoim rodzaju życzeń, jednak stanowią one na szczęście mniejszość. Coraz częściej dostaję normalne, proste, ale dzięki temu naturalne i chyba bardziej szczere życzenia. Od zawsze wszystkim powtarzałem, że wolę kilka prostych słów, niż wklejkę z jakiegoś serwisu w stylu www.rozeslijtezyczeniawszystkimznajomym.pl. Czy nie jest Wam miło, kiedy ktoś złoży Wam życzenia prosto z serca? A jak się czujecie dostając po raz dziesiąty ten sam wierszyk, z tą różnicą, że nadawcą jest ktoś inny? W czasach, kiedy coraz częściej na pytanie "Kiedy moglibyśmy się spotkać" dostaję odpowiedź "Nie wiem, nie mam czasu" taka zmiana naprawdę cieszy.
Jak powiedział L.U.C. "Fizyka i czas dzielą nas, roztapiają nasze kontakty". Sam to zauważam, dlatego też życzę nam wszystkim wzmocnienia naszych więzi. Rzućmy obłudę i przeżyjmy te święta w atmosferze miłości, radości i pokoju. Tak po prostu, szczęśliwie. Pozdrawiam
Jak powiedział L.U.C. "Fizyka i czas dzielą nas, roztapiają nasze kontakty". Sam to zauważam, dlatego też życzę nam wszystkim wzmocnienia naszych więzi. Rzućmy obłudę i przeżyjmy te święta w atmosferze miłości, radości i pokoju. Tak po prostu, szczęśliwie. Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)